kwarantanna / dzień ósmy.


                                                                                                                                                                        (photo: K. Jaczewska)





Po tygodniu spokojutrzęsie mną znowu presja produktywności.

Po tygodniu wewnętrznej ciszycoś kazało napisać mi ‘to do list’.

Po tygodniu oddychania pełną piersiąoddech zrobił się nagle jakiś nerwowy i płytki. 

Po kilku dniach bycia we własnym czasie i życia we własnym tempie, 

Zaczynam się dusić.


Zaczynam czuć, że już wystarczy tego po-Bytu. 

Że czas pokazać coś komuśczemuśświatu.

Że czas sformułować już powód mojego bycia.

jakiejkolwiek formieżeby tylko był konkret.

Konkretktóry uzasadni komuśczemuśświatupowód mojego życia.

Produktktóry uchroni mnie przed kategorią pasożytyzmu czy nie robu.


Wyrób, forma, coścokolwiek, - bez tego przecież nas nie ma.

Bez niego nasze ciała i ich ‘ja’, wszystkie bez żadnej użytecznej wartościnie znaczą przecież nic.

Bez sfinalizowanego projektuktóry potencjalnie mógłby jakąś wartość mieć,

Bez określonej roliwypełnionego po brzegi zadaniaszybkich obrotów, 

Wysokich podskokównapisanego o szóstej rano e-maila i wieczornego stretchingu -


Nie istnieliśmy.

Miejmy nadzieję

Do Dziś.






23 Marzec, 2020.